Jak wspomniałam, po uszyciu Kleofasa zostało mi jeszcze sporo szarego polaru. Synek jest miłośnikiem fok, więc postanowiłam taką mu uszyć. Złapałam pierwszy z brzegu wykrój, nie wczytując się, podobny do foki, zrobiłam i zaczęłam szyć. W połowie zreflektowałam się... że to nie foka... to wiewiórka!!! Pomyliło mi się! Zrezygnowana, bez większych starań dokończyłam tą pomyloną foko-wiewiórkę... tak wyszła pomylona szara Basia :-) Jest byle jaka i przez kolor niepodobna do niczego, ale lubię kończyc co zaczęłam więc jest.
Cóż, następnym razem już będę wiedziała co powstaje z tegoż wykroju ;-) Odkryłam dwa śliczne kolejne dla mojego Synka ciekawe, ale muszę dokupić zielonego materiału, a tymczasem (w drodze do i z pracy, w tramwaju, autobusie, metrze) szyję coś specjalnego na zamówienie chorej dziewczynki. Niedługo pokażę. A jak zobaczycie w koomunikacji miejskiej kogoś z igłą i nitka to pewnie to będę ja ;-)