Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskotka. Pokaż wszystkie posty

"Korneliusz"

           Korneliusz to nazwa robocza. A czemu? A bo uszyty z pomocą Kornelii ;-) Wcześniej był Kleofas, więc w tym wykroju mam już wprawę, to tym razem szybko poszło! Najpierw szybko skroiłam, oczywiście z mojego ulubionego polaru mięciutkiego. Następnie duże elementy, tułów, część głowy, zszyłam z ogromnąpomoca Kornelii :-)
 


Nie wygląda to idealnie (lewa strona), namęczyłam się bo a to mi za grubo pod igłą, a to się ślizga, a to co chwila jakieś "zakręty", ale w stosunkowo krótkim (w stosunku do szycia ręcznego!) czasie udało się cały tułów przygotować :-) Uszy, trąbę i stopy - ponieważ to zbyt małe elementy - doszywałam już ręcznie (w metrze, w czasie drogi do i z pracy!), dokleiłam oczka i voila: Korneliusz jak żywy ;-)
 


Korneliusz powędrował do małego Adasia, miłośnika zwierząt wszelakich i mam nadzieję, że ucieszył go pod choinką ;-)
A my z Kornelcią zacieśniamy naszą przyjaźń :-)



Dominik Dino

W weekend oprócz męczących zabaw w pierwszym śniegu trochę pomęczyłam się z igłą i nitką ;-) Po raz pierwszy postanowiłam spróbować wykorzystać do szycia filc a nie tylko polar, jednak nie jest to dla mnie najlepszy materiał do szycia, wygląda rzeczywiście efektownie, ale wole miły i miękki polar ;-) Dlatego z filcu zrobiłam tylko pomarańczowe części zabawki. Reszta oczywiście miękki polarek i miękkie wypełnienie ocieplaczem (który jest jednocześnie najlepszym wypełnieniem do prania a wiadomo jak to z maskotkami bywa... a to do zupy wpadnie a to na spacer zostanie zabrana...). Z wykroju Pretty Toys zrobiłam Dinozaura. Napracowałam się bo najpierw szyłam po ciemku i zagapiona w film i zszyłam nie te części co potrzeba więc musiałam zacząć od nowa. Martwiłam się też czy przeszycia na pomarańczowym grzebieniu mi jakoś wyjdą no ale jakoś wyszły ;-) Tak też powstał i z marszu został ochrzczony Dominikiem. Oto i on:


Słonica na wylocie

Dziś tylko symboliczne zdjęcie w locie bo wykonywana wyłącznie w czasie podróży do i z pracy Słoniczka (roboczo zwana Sonią ale nazwie ją właścicielka) już zapakowana na poczcie w drodze do leżącej z zapaleniem płuc Alicji. Wesoła i poczochrana - mam nadzieję, że umili czas choroby i nie tylko ;-) 

Pomylona Basia

Jak wspomniałam, po uszyciu Kleofasa zostało mi jeszcze sporo szarego polaru. Synek jest miłośnikiem fok, więc postanowiłam taką mu uszyć. Złapałam pierwszy z brzegu wykrój, nie wczytując się, podobny do foki, zrobiłam i zaczęłam szyć. W połowie zreflektowałam się... że to nie foka... to wiewiórka!!! Pomyliło mi się! Zrezygnowana, bez większych starań dokończyłam tą pomyloną foko-wiewiórkę... tak wyszła pomylona szara Basia :-) Jest byle jaka i przez kolor niepodobna do niczego, ale lubię kończyc co zaczęłam więc jest.


Cóż, następnym razem już będę wiedziała co powstaje z tegoż wykroju ;-) Odkryłam dwa śliczne kolejne dla mojego Synka ciekawe, ale muszę dokupić zielonego materiału, a tymczasem (w drodze do i z pracy, w tramwaju, autobusie, metrze) szyję coś specjalnego na zamówienie chorej dziewczynki. Niedługo pokażę. A jak zobaczycie w koomunikacji miejskiej kogoś z igłą i nitka to pewnie to będę ja ;-)


Kleofas

Powstał w miłą słoneczną sobotę, w czasie relaksu na działce, znów wykrój zaczerpnęłam z tego samego miejsca i znów na próbę w niewielkim rozmiarze ;-) Wzbudził ogólną sympatię i z marszu został mianowany Kleofasem. Tym razem przedstawiam Wam słonia :-)
 
Z boku
 

 
En face...
 
 

 
Patrzymy z góry...
 
 

 
W nastrojowym oświetleniu ;-)


 

 
I "obrażony" ;-)

Starsza Siostra ;-)

Mocno napastowana przez Synka byłam zmuszona w weekend ostro wziąć się do roboty i w ciągu kilku godzin wytworzyłam Starszą Siostrę Świnki Halinki ;-)

Synek zauważył leżący wykrój i od razu zaczął sobie sklejać i przymierzać więc szybko zrobiłam większy wykrój i wzięłam się za szycie ;-) Świnka Halinka numer 2 ;-) powstała z tego samego wykroju co poprzednia, jednak ryjek i wnętrze uszu zrobiłam z ciemniejszego odcienia polaru. Do tego na ryjku przeszyłam dwie kropeczki jako nosek ;-) Oczka są naklejane. Ogonek znów tak samo czyli skręcony miedziany drucik oklejony polarem i z supełkiem na końcu (ała, robiąc ogonek skleiłam sobie palce klejem Kropelką! Za pomocą pumeksu rozkleiłam ale może ktoś zna inne skuteczne sposoby na rozklejanie palców sklejonych Kropelką?). Oto Starsza Siostra:
 

 
Na razie przerwa w szyciu bo od moich starych krawieckich nożyczek i szycia po ciemku porobiły mi się odciski na palcach, więc na razie muszę odpocząć. A tymczasem przeziębiony weekend spędziliśmy z Synkiem bardzo tęczowo-kolorowo, ale o tym w następnym wpisie ;-)


Świnka Halinka

Skoro Tutek wyszedł w miarę przyzwoicie, a ostatnio odkryłam nieźle zaopatrzony sklep włókienniczy w pobliżu, wczoraj wieczorem, zaopatrzona w nowy różowiutki polar, postanowiłam zmierzyć się ze świnką ;-)

Najpierw długo szukałam wykroju, aż skorzystałam, po lekkiej modyfikacji, z wykroju znalezionego u Pretty Toys. Próbę postanowiłam zrobić niewielkich rozmiarów (mieści się na dłoni). Zrobiłam wykrój:
Zerkając na jeden z moich ulubionych seriali kryminalnych (CSI: Kryminalne zagadki Miami) zabrałam się za szycie i wypełnianie. Na zakończenie, wedle własnej fantazji, dodałam śmieszny świnkowy ogonek (drucik zakręcony oklejony paseczkiem różowego polaru, na końcu dla bezpieczeństwa zabezpieczony supełkiem). I tak powstała pierwsza Świnka. Przedstawiam Wam, oto świnka Halinka :-)

Świnka ma już swoje przeznaczenie, powędruje do jednej z moich znajomych z prywatnego bloga. Ale spokojnie, właśnie zabieram się za kolejną, większą ;-)


Prawie jak Tutek

Mój Synek jest wielbicielem Niedźwiedzia w Dużym Niebieskim Domu (no dobra, przyznaję się, ja też z przyjemnościa oglądam, nawołuję Zjawę i usypiam kołysana śpiewnym głosem Luny i ciepłymi tonami Niedźwiedzia!). Ostatnio zażyczył sobie maskotkę myszki Tutka. Nigdzie takiej nie widziałam, babcia miała uszyć ale nie miała czasu, więc w końcu zadanie spadło na mnie ;-)
Nie umiem i nie lubię szyć. Do igły z nitką mam dwie lewe ręce. Nie sprawia mi to przyjemności i marne są szycia rezultaty. Z trudem przyszyję (i tak zawsze krzywo) zwykły guzik. Ale jak się ma takiego wspaniałego Synka, który marzy o Tutku - nie ma wyjścia! Odkopałam moje pudełko-przybornik z przyborami krawieckimi, w pobliskim sklepie zaopatrzyłam się w spory zapas (nie wiedziałam ile zmarnuję zanim mi cokolwiek uda się uszyć) niebieskiego futerka, różowego polaru i ocieplacza oraz czarne malutkie okrągłe guziki (za cały zapas zapłaciłam około 40zł czyli chyba tyle, ile kosztuje przeciętna maskotka?). W domu miałam plastikowe oczy do przyklejania (kiedyś dostałam od babci w prezencie). Postanowiłam nie rzucać się na głęboką wodę tylko zanim uszyję dokładnie Tutka, najpierw uszyć w ogóle coś w rodzaju myszy. Skorzystałam z niezwykle czytelnej instrukcji Barbary (dziękuję!) i wykroiłam części:

Następnie zabrałam się mozolnie za szycie. Najpierw zszyłam z paska wąski ogonek, następnie przyszyłam go w odpowiednim miejscu i zaczęłam od tego miejsca zszywać "górę" i "dół" myszy. Wzorowałam się na instrukcjach, ale musiałam je przerobić "po swojemu" ;-) W okolicy policzków na górnej części materiału zrobiłam z każdego boku po jednej zaszewce, aby mysz była bardziej pełna i kształtna. Pozszywałam do wysokości pyszczka i zabrałam się za uszy. Uszy wykroiłam inaczej niż w instrukcji, prawie jak same półkola, aby po wszysciu ładnie się zwijały i układały. Zszyłam każde uszko z zewnętrznej warstwy futerka i wewnętrznej różowego polaru. Na wysokości głowy mojej częściowo już pozszywanej myszy zrobiłam dwa niewielkie nacięcia, w które wsunęłam tak przygotowane uszy. Przyszyłam mocno, ładnie je zwijając i układając. Następnie wypełniłam mysz pociętym na kawałki wypełnieneim ocieplaczowym (to wygodne rozwiązanie bo potem łatwo wyprać!), aż nabrała krągłych kształtów ;-) Na koniec zszyłam pyszczek i na jego czubku naszyłam mały czarny guziczek jako nosek i w odpowiednim miejscu nakleiłam oczy. To wszystko (w ramach wprawiania się przed uszyciem prawdziwego Tutka) zajęło mi około 4 godzin, ale weźcie pod uwagę, że jestem początkująca ;-)

Szycie kończyłam w nocy, a rano usłyszałam taki oto okrzyk: "Mamo, kocham cię! Właśnie o takim Tutku marzyłem a ty spełniłaś moje marzenie!" - jak miło jest spełniać marzenia :-) A Wy czyje marzenie ostatnio spełniliście?