Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Cake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Cake. Pokaż wszystkie posty

Dan Cake - część 2 Tort

           Kolejnym prezentem w paczce od Dan Cake był spód tortowy ciemny. Lubię robić torty. Synek uwielbia wymyślać ich smaki i sposób dekoracji. Z wielką chęcią więc zabraliśmy się za testowanie :-)



           Zawsze do tej pory biszkopt do tortu piekłam samodzielnie według przekazanego mi przez Mamę przepisu. Jednak w związku z tym, że zazwyczaj się spieszyłam, biszkopt wychodził różnej jakości i nigdy nie byłam zadowolona w pełni z jego puszystości. Gotowe spody do tortów to wielka wygoda. Dzięki nim przygotowanie tortu to kwestia kilkunastu-kilkudziesięciu minut w zależności od tego jaki krem i ozdoby wymyślimy ;-) Ciemne spody do tortu wykorzystałam do przygotowania "tortu bananowego" dokładnie według zamówienia mojego Synka ;-)
            Najpierw zrobiłam bananowy krem do tortu. Nigdy takiego nie robiłam, a po przeszukaniu internetu zdecydowałam się na przepis na "krem bananowy inny" (zaczerpnęłam stąd: KLIK). Podana ilość składników wystarcza na naprawdę bardzo dużą ilość kremu, więc jeśli robicie mały torcik zróbcie mniejszą ilość według podanych proporcji (albo zostanie kemu, który możecie podać sam, jako deser, z owocami czy bakaliami!). 
            Najpierw 4-5 bananów (w zależności od wielkości) kroimy w plasterki i skrapiamy sokiem z 1 cytryny (aby nie ciemniały), dodajemy do nich 400g gęstego jogurtu naturalnego i dokładnie miksujemy na gładką masę.


Następnie 6 łyżeczek żelatyny rozpuszczamy w 1/4 szklanki gorącej wody i odstawiamy do wystygnięcia. 0,5 litra schłodzonej kremówki ubijamy z kilkoma (do smaku) łyżeczkami cukru pudru. Do masy bananowej wlewamy wystudzoną żelatynę, dokładnie miksujemy, a następnie po trochu dodajemy bitą śmietanę, delikatnie mieszając puszystą masę. Wstawiamy do lodówki aby nieco stężała.

          W tym czasie przygotowujemy spody do tortu. Spody Dan Cake, które otrzymałam okazały się niezwykle smaczne i odpowiednio puszyste, jedyne na co radzę zwrócić uwagę to delikatne ich otwieranie i rozdzielanie po otwarciu paczki, bo - przynajmniej w moim przypadku - były nieco sklejone i musiałam je bardzo delikatnie rozdzielać aby się nie porwały. Najpierw każdą warstwę z obu stron delikatnie nasączam. Nasączać można czym się chce: dla dorosłych proponuję aromatyczne alkohole rozcieńczone wodą, np. wiśniówka czy wermut; dla dzieci nie używamy alkoholu, a płyn do nasączenia może być np. mocną aromatyczną herbatą lub po prostu wodą rozrobioną z jakimś aromatem do ciast :-) 



Na pierwszy z nasączonych spodów nakładamy pierwszą warstwę... czego? Co lubicie :-) Ja zazwyczaj używam kwaskowatej marmolady wieloowocowej dla zrównoważenia słodkiego smaku tortu i kremu. Rozsmarowujemy niezbyt grubą warstwę na pierwszym spodzie:


Na to kolejna warstwa ciasta i tu proponuję warstwę kremu. Synek zażyczył sobie kategorycznie aby był w kolorze fioletowym, więc użyłam barwnika spożywczego, ale jeśli ktoś ma jagody może ich oczywiście użyć, albo pozostawić krem w niezmienionej barwie ;-) 


Na to już ostatnia warstwa biszkoptu i całość z zewnątrz smarujemy gotowym kremem bananowym. 


Krem wyrównujemy specjalną szpatułką (lub szerokim nożem, jak ja to zrobiłam), można też od razu wyznaczyć na wierzchu równe linie podziału... za pomocą nitki :-)


Tort dekorujemy wedle uznania, ja użyłam do tego półplasterków bananów, wykorzystałam także pozostałości (Synek od razu sam zjadł ponad pół paczki) bezików, które również od Dan Cake otrzymałam (Synek gorąco poleca! według mnie też rozmiar jest idealny zarówno do jedzenia jak i ozdabiania tortu!):


Gotowy tort bananowy, specjalnie na zamówienie Synka, z ogromną pomocą Dan Cake wykonany, wyglądał tak:


Polecamy zarówno odpowiednio puszyste i odpowiednio słodkie spody do tortów Dan Cake, idealne beziki Dan Cake, jak i właśnie taki bananowy sposób ich wykorzystania :-)






Dan Cake - część 1 Tartaletki

        Jakiś czas temu od znanej firmy Dan Cake, otrzymałam do testowania cały zestaw najróżniejszych pyszności. W paczce były słodkości i różne półprodukty, wszystko już wykorzystałam, a teraz w kilku wpisach chętnie zrelacjonuję!
          W związku z okresem karnawałowym, sprzyjającym imprezom, gościom, spotkaniom towarzyskim, na początek wspomnę tartaletki - półprodukt firmy Dan Cake usprawniający przygotowanie poczęstunku dla gości :-) Otrzymałam paczkę babeczek z kruchego ciasta, o lekko słonym smaku, do przygotowania wytrawnych tartaletek:
 
 


         Generalnie lubię samodzielnie przygotowywać wszystkie potrawy. Jednak po pierwsze aktualnie nie posiadam żadnych foremek do upieczenia tartaletek, po drugie jako samodzielna mama, zapracowana, zalatana i w dodatku aktualnie chora, czasami nie mam ani czasu ani siły przygotowywać jedną potrawę długimi godzinami... Myślę, że te babeczki to (nawet dla najbardziej zagorzałych kucharzy i kucharek, nawet dla tych którzy uwielbiają i mają czas pichcić, ale nawet im się czasami zdarzają "sytuacje awaryjne") fantastyczne "koło ratunkowe", gdy na przykład, w ostatniej chwili dowiadujemy się o wizycie gości, nie mamy siły czy czasu przygotować wystawnego posiłku albo po prostu (co każdemu, nawet najlepszemu się zdarza) coś nam w kuchni się nie uda i musimy się czymś ratować ;-)
          Jak wspomniałam wiele rzeczy lubię tworzyć samodzielnie od podstaw, ale tartaletek nie robię i jak się okazuje na razie robić nie będę - przekonałam się do tych od Dan Cake :-) To bardzo wygodne rozwiązanie, a przy okazji smaczne i niedrogie. Do tego na stole wyglądają pięknie i oryginalnie, w porównaniu z możliwością podania np. zwykłych kanapek czy byle jakiej zapiekanki - to prawdziwa uczta dla zmysłów :-) Ogromną wygoda jest też rozmiar tartaletek - takie akurat na 1-2 kęsy!
           Choroba nieco zmąciła moje zmysły smaku i węchu, ale wspierając się rodziną przetestowałam tartaletki na wszystkie strony ;-) Zostało orzeczone, że są smaczne, ciekawe i kolorowe i nawet mój Mały Synek z chęcia pałaszował :-) Zastanawiając się jak wypełnić wdzięcznie wnętrze takiej babeczki, najpierw przychodziły mi na myśl sałatka jarzynowa, sałatka z tuńczyka czy sałatka meksykańska (z czerwoną fasolą, kukurydzą i pikantnym sosem). Oczywiście można i tak, ale wydało mi się to zbyt proste i banalne ;-) Musiałam pomyśleć nad czymś innym. Na początek skusiłam się na wypełnienie z pasty jajecznej (jajko na twardo, masło, słodka papryka w proszku, sól, pieprz) i tak powstały pierwsze babeczki (koniecznie wypełnione bardziej niż po brzegi, na specjalne życzenie Synka!):
 


Mini-babeczki zniknęły natychmiastowo, jednak mi wydały się jakies takie "zimne" i nadal banalne. Pomyślałam, że skoro takie są za "zimne" to przygotuję coś na ciepło :-) I zgodnie z upodobaniami kulinarnymi Synka przygotowałam tartaletki "zapiekankowe" (plasterki szynki, na tym podsmażone pieczarki z cebulką, posypane tartym serem żółtym, zapieczone przez kilka minut w piekarniku i podane z keczupem):
 


I już wiem, że "zapiekankowe" babeczki to będzie u mnie hit kinderbali (bo takie się u nas zdarzają) - dzieciakom smakują bardzo, przygotowuje się bardzo szybko (około 15-20 minut), są bardzo wygodne bo takie na dwa kęsy akurat, więc nie zostają nadgryzione kawałki jak na przykład w przypadku podania całej zapiekanki. Dla mnie smak to również prosty, ale dzieci zasmakowały w tego rodzaju babeczkach :-)
      Mając na uwadze również mięsożerców ;-) postanowiłam przygotować coś dla nich. Kolejnym sprawdzonym nadzieniem była pasta z cielęciny z marchewką i grzybami suszonymi (ugotowałam wcześniej coś a'la gęsty gulasz, doprawiając gałka muszkatołową, która według mnie wybitnie pasuje do cielęciny i potem zmiksowałam to na gładką pastę):
 


Tartaletki z cielęciną wyszły pyszne, aromatyczne i sycące! Można podawać je zarówno na zimno (jakgdyby z pasztetem) jak i na ciepło, zapieczone przez 1-2 minuty tylko dla podgrzania. Na koniec przygotowałam mojego faworyta, czyli tartaletki z gruszkami i serem pleśniowym (gruszki z niewielką ilością cukru i goździków przegotowałam dłuższą chwilę, przykryłam serem pleśniowym i zapiekłam; całość można posypać orzechami - ale ja mam alergię na orzechy więc tego nei zrobiłam):
 
 
 
 
I tutaj dosłownie - niebo w gębie! Każdy kto spróbował - ze mną na czele - zachwycał się smakiem, konsystencją, aromatem! Ten pomysł na tartaletki uważamy za najlepszy i na pewno pojawi się na niejednej z moich imprez czy ugości niejednego z moich gości :-) Miałam jeszcze pomysł na wypełnienie tartaletek musem z kukurydzy i odzobienie smażonym boczkiem, ale niestety część opakowania dotarła do mnie pokruszona... w końcu to kruche babeczki ;-)