Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

Ostemplowani :-)

         Z uśmiechem wspominam, jak za czasów mojego dzieciństwa, dziadek przygotowywał dla mnie pieczątki, stempelki i świetnie się bawiłam :-) Zabawę w stemplowanie zaszczepiłam też w moim Synku :-) Mamy kilka gotowych zestawów stempelków, fajne oryginalne drewniane stemple dostał jako nagrodę w jakimś konkursie w przedszkolu i nasz Stemplowy Dzień zaczęliśmy od tych "zwykłych" stempelków. Ćwiczymy za ich pomocą precyzję, możemy uczyć się tworzenia powtarzalnych ciągów czy tworzyć zabawne lub abstrakcyjne obrazki na całej kartce.



          Kiedyś jednak nie było takiego wyboru atrakcyjnych stempelków dla dzieci a i tak fajnie bawiły się w stemplowanie. Jak? A choćby używając starej gąbki jak my to zrobiliśmy: wycinając z niej różne kształty i używając jako stempla :-)



           Z wielką radością pokazałam też Synkowi stemple z ziemniaków, jakie dawno temu robiła dla mnie i moja mama. Przecinamy ziemniak na pół, "rzeźbimy" wybrany kształt i stemplujemy :-)







A mój kreatywny Synek, zauważywszy obok ziemniaków buraka postanowił i ten całkowicie naturalny stempel wykorzystać w swojej zabawie - brawo za pomysłowość Synku!



            Kolejny pomysł na stemplowanie to nasze własne dłonie i stopy - z ich odcisków-stempelków można wyczarować ciekawe rysunki i kompozycje :-) Ale to już innym razem!
            A Wy jakich jeszcze stempli używacie?

W sanatorium dzieci się nudzą... - część 2 Auta

         Jak już pisałam, w czasie długich lub chorowitych wieczorów w sanatorium wymyślaliśmy mnóstwo zabaw i atrakcji. Jedną z nich, było robienie (wtedy akurat na prezent dla Dziadków z okazji Dnia Dziadka!) samochodzików z rolek po papierze toaletowym. Dzieciaki świetnie się bawiły i ja też :-)
           Do wykonania autka będziemy potrzebować:
 


- rolkę po papierze toaletowym
- papier kolorowy
- plastelinę
- farby
- dwie słomki od napojów
- cztery zakrętki od butelek
- klej
- nożyczki
- ewentualnie plastikową przezroczystą butelkę
- ewentualnie wykałaczkę i kawałek folii aluminiowej

Najpierw w położonej poziomo rurce wykonujemy w dolnej części czymś ostrym (czubkiem nożyczek, nożem...) dwie pary otworów o takim przekroju aby swobodnie przeszły przez nie równolegle słomki. Przekładamy słomki przez stworzone dziurki i otrzymujemy coś takiego (w celach prezentacyjnych pionowo):
 
 
Następnie przycinamy słomki na odpowiednią długość i za pomocą plasteliny (ewentualnie innej masy plastycznej, ostatecznie mocnego kleju) mocujemy na ich końcach koła - zakrętki od butelek (powinny być równej wielkości). Z papieru kolorowego wycinamy dwa koła o średnicy naszej rurki po papierze i w najwygodniejszy dla nas sposób (my używaliśmy już kleju, plasteliny i taśmy klejącej i tą ostatnia polecamy) mocujemy na obu końcach rurki zakrywając otwory - to będzie klapa silnika i bagażnika ;-)
 


Następnie w ruch idą farby i w dowolny sposób malujemy nasz automobil. Generalnie ta najprostsza podstawowa wersja już jest skończona :-) Dla "zaawansowanych" możemy dołożyć szybę (z przezroczystego plastiku - ja użyłam butelki - wycinamy odpowiedni kształt, w przedniej części rurki robimy nacięcie ostrym nożykiem i wsuwamy w niego wycięty kształt szyby. Można zrobić lusterko - wbijamy patyczek (wykałaczkę) a na nim z folii aluminiowej przyczepiamy "lusterko" :-) Można również z pozostałego kawałka słomki zrobić rurę wydechową, można dokleić "światła" także z folii aluminiowej na przykład, z drucika kierownice i co kto tam sobie jeszcze zamarzy. Wesołej zabawy :-)
 





Blogowe zabawy

I znów ku mojemu miłemu zaskoczeniu zostałam nominowana do kolejnej blogowej zabawy. To bardzo miłe - dziękuję bardzo :-) Szczerze przyznaję, że mam opory przed publicznym "obnażaniem się" tu na blogu, ale co mi tam, spróbuję ;-)
 
Jest to wyróżnienie:


Zasady powyższego wyróżnienia:
każdy nominowany blogger powinien:

1. podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
2. pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu,
3. ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
4. nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
5. poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


No to zaczynamy ;-)

1. Jestem niepoprawną gadułą, buzia mi się nie zamyka, ale ograniczam się wyłącznie do tematów, na których się znam i którymi się interesuję.
2. Nie lubię słodyczy - jadam sporadycznie, ale mój ulubiony smak to kwaśny! Za cytrynę, ogórki, żurek - dałabym się pokroić :-) I wcale nie mam kwaśnej miny ;-)
3. Panicznie, dosłownie panicznie, aż do utraty przytomności, boję się węży, nawet tych w telewizji czy książce! Ale nie mam nic przeciwko żabom, myszom czy pająkom :-)
4. Tytuł magistra, na piątkę z wyróżnieniem rektora, obroniłam 4 dni przed porodem, mając 30kg na plusie i ledwie chodząc na nogach ;-)
5. Przed maturą z babskiej ciekawości udałam sie do "poradni zawodowej", gdzie po różnych testach okazało się, że mam największe predyspozycje aby być: adwokatem (nie chciało mi się wtedy tyle uczyć), dziennikarzem prasowym (no to piszę, piszę... na blogu!) lub psychologiem.
6. Mimo kilku podejść, nigdy nie udało mi się upiec dobrego sernika - albo sie przypalał albo był rozpaćkany zawsze :-/
7. Uwielbiam lawendę i wszystko co lawendowe: smak, zapach, kolor, zawsze i wszędzie i w każdej postaci :-)

A nominuję (kolejność przypadkowa) następujące osoby:
1. Ania
2. Kropka
3. Elusiek
4.  mordoklejka838
5. Dbająca
6. Emma
7. Bodzinka
8. Kaczmarta
9. e.w.g
10. reni
11. Nessie
12. MIA
13. JackiPlacki
14. Mariolka
15. asiolek

Jeszcze raz dziękuję za wyróżnienie i zapraszam do zabawy!



Zrób sobie... rycerza :-)

Tak, wiem wiem, karnawał właśnie się kończy, dziś ostatki, może post nie jest "na czasie", ale dopiero teraz mogę go napisać. Post o moim małym Rycerzu :-) Synek już rok temu koniecznie chciał się przebierać za rycerza, jednak z powodu chorób nie byliśmy na żadnym balu karnawałowym, wtedy w żłobku też takich nie urządzali, więc tylko na "po domu" na szybko wytworzyłam mu rycerskie przebranie, takie oto:
 


W tym roku bal karnawałowy w przedszkolu ominął nas z powodu pobytu w sanatorium :-( Bal w pobliskiej kawiarence dla dzieci również nas ominął. Ale udało się w końcu dotrzeć na Bal Karnawałowy w ramach Misiowych Poranków w kinie Luna :-) Synek - oczywiście - chciał być rycerzem. Nie stać mnie na kupowanie co roku nowych strojów karnawałowych, poza tym uważam, że to fajnie mieć coś wyjątkowego, zrobionego - choćby i niedoskonale - na własne zamówienie, dokładnie po swojemu :-) Dlatego zgromadziłam zapas tektury, kartonu i podobnych surówców, zaopatrzyłam się w srebrną farbę w spreju,, kilka metrów wąskiej gumki i krepinę srebrną i różową :-)
 


Najtrudniejszy do wykonania jest hełm rycerza, ja w tym celu, w już sprawdzony rok temu sposób, użyłam plastikowej miseczki :-) Za pomoca mocnej taśmy klejącej okleiłam ją odpowiednio przyciętą tekturą:
 
 


       Następnie od wewnątrz przymocowałam (również taśmą klejącą) gumkę aby hełm przytrzymywał się pod brodą mojego rycerza i nie spadał ;-) Całość okleiłam srebrną krepiną, którą związałam na czubku nitką, przyklejając różowy "pióropusz" zgodnie z zamówieniem mojego Rycerza ;-) Na środku nad czołem dokleiłam wycięty z tektury i pomalowany srebrbną farbą ochronny pasek na nos :-P Tym razem zrezygnowałam z przyłbicy - dla wygody - ale można i ją wykonac z odpowiednio przyciętej miękkiej tektury, pomalowanej na srebrno i za pomoca kawałka drutu lub gumki przymocowanej do tektury mniej więcej na wysokości uszu (tak zrobiłam w zeszłym roku).
         Z dużych kawałków tektury wycięłam kształt zbroi i po pomalowaniu na srebrno związałam na ramionach i na bokach kawałkami gumki. Nagolenniki to również kawałki tektury pomalowanej na srebrno i przywiązanej gumkami. Z pomalowanej na srebrno tektury powstał również miecz i tarcza mojego Rycerza. Całość rycerskiej zbroi, założona na szarą bluzeczkę, szare rajstopki i szare rękawiczki (dodatkowo na rękach ozdobione "mankietami" ze srebrnej krepiny przywiązanej po prostu gumką) prezentuje się tak (tu jeszcze z przyłbicą, z której później zrezygnowaliśmy i nie podciętym kształtem zbroi):
 
 
I później, już na samym balu:
 

Dla małych Rycerzy - dziś ostatnia szansa balowania w tym karnawale! A kto nie zdąży - niech szykuje się na ryxcerski bal juz za rok :-)




W sanatorium dzieci się nudzą - część 1 Kwiatki

           Nasz pobyt w sanatorium, zarówno atrakcje jak i panujące tam warunki, postaram się opisać w osobnym poście, bo za dużo by pisać ;-) Na razie tylko wspomnę, że wieczorami, w czasie chorób czy choćby niepogody (gdy już wszystkie 3 pary butów i 3 kombinezony przemoczone na wylot schną na kaloryferze...) dzieci w sanatorium się nudzą... wtedy wkraczałam ja, ochrzczona przez współkuracjuszy "Świetliczanką", "przedszkolanką", "animatorką" czy "panią Kapitan" ;-) a to przez dzieci bo nosiłam kapitańską piracką czapkę w czasie zabaw z dziećmi ;-) Zabaw było mnóstwo! Znudzone dzieci były zachwycone choćby zwyczajnym puszczaniem baniek (niektóre nie wiedziały, że za pomocą płynu do mycia naczyń i słomki od napojów można zrobić bańki - myślały że można je tylko kupić w sklepie!), budowaniem konstrukcji i węży ze słomek, a zabawa kolorowymi kulkami budziła dziką ekscytację!
              
             Z okazji przypadającego w tym czasie Dnia Babci robiliśmy z dziećmi (i nie tylko) Kwiatki. Na szczęście w pobliżu był nieźle zaopatrzony sklep papierniczy więc zaopatrzyłam się w dużo kolorowej krepiny i zabawy było co niemiara :-) Babciom kwiatki zostały wręczone, ale to nie jedyna okazja z jakiej można je robić ;-)

Przygotowujemy:
- dużo kolorowej krepiny
- słomki (takie od napojów)
- klej
- nożyczki
- taśmę klejącą
- watę (lub chusteczki higieniczne albo ścinki krepiny)


Zaczynamy od zrobienia środka kwiatka, czyli robimy z waty (lub czegoś innego miękkiego) kuleczkę i owijamy dokładnie kawałkiem krepiny w wybranym kolorze:


Za pomocą taśmy klejącej powstały "środek" przyklejamy do górnej części słomki:




Następnie z całej, nie rozwiniętej rolki krepiny, odcinamy około 7cm i nacinamy w dowolnie wybrany kształt "płatków":


Po wycięciu rozwijamy (mi płatki wycięte z całej rolki wystarczają na 2 kwiatki - ale robimy według uznania!). Dolną, nie naciętą część smarujemy klejem i owijając warstwowo oklejamy płatkami nasz "środek":



Po owinięciu i ucięciu pozostałej części, smarujemy klejem słomkę-łodyżkę i oklejamy po skosie paskiem zielonej krepiny:


I kwiatek gotowy :-) Voila! Można delikatnie palcami rozchylić płatki. Można dokleić listki do łysej łodyżki, ale wtedy niewygodnie się trzyma więc my nie doklejamy ;-)


Kwiatek jest równie piękny w bukiecie:


Jak i solo:


Wszystkim tęskniącym za wiosną (i nie tylko) polecam tą zabawę :-) A już niedługo pokażę jakie odjazdowe autka robiliśmy na Dzień Dziadka :-)

Mały Wędkarz :-)

         Jak wspominałam już, uwielbiam mamowanie :-) Mamuję Synkowi na wszelkie możliwe sposoby, wsłuchuję się w jego potrzeby i rozpoznaję jego upodobania. I wychodzę naprzeciw jak mogę :-) Ostatnimi czasy okazało się, że mam w domu Małego Wędkarza - dziwi mnie to bo w mojej rodzinie nikt nigdy jakoś za bardzo w tym kierunku... Ale za ścianą przez 3 lata mieszkał Sąsiad, zafascynowany wędkarz, przychodzący się pochwalić każdym nowym spławikiem czy zanętą ;-) pływający także na kutrze na morskie wędkowanie. W czasie naszych nadmorskich wakacji mieliśmy przypadkiem okazję podziwiać zawody wędkarskie nad Bałtykiem (trwały od wieczora do rana, ale podziwialiśmy przez krótszy czas!). W ubiegłym miesiącu Synek z pomocą Dziadka, wyposażony przez niego w atrakcyjną wielkościowo i kolorystycznie wędkę podlodówkę - złowił (i wypuścił) dwie ryby w jeziorze! Ależ był dumny! Wcześniej w żłobku, teraz w domu, z wielkim zaangażowaniem bawi się w łowienie ryb na zabawkową wędkę z magnesem z takiego zabawkowego zestawu. Tak więc wymagający znawca tematu mi rośnie - i dobrze, bo oboje lubimy jeść ryby :-)          
          Ale taki wędkarz to wyzwanie: nie zadowoli go zwykły patyk ze sznurkiem! Jakiś czas temu wspomniał, że chciałby mieć swoją wędkę. Ale z kołowrotkiem. No to mu zrobiłam :-)
Jak zrobić dla dziecka wędkę z kołowrotkiem i co z nią robić?
1. Idź na spacer. Z dzieckiem. Znajdźcie fajny patyk. Jestem pewna, że dla dziecka to niebywała frajda mieć wędkę z własnoręcznie wybranego patyka! I nie ważne, że brudny, krzywy, za długi, za gruby! Patyk, to patyk, nie robimy wędki na wystawę artystyczną tylko do zabawy a własny patyk na wędkę to gwarantowana satysfakcja dla dziecka :-)
2. Patyk oczyść jak potrzeba, umyj, ostrugaj nożykiem, wygładź papierem ściernym itp. żeby prezentował się jako tako ;-)
3. Przygotuj wszystko co będzie potrzebne do wykonania wędki, czyli:


- oporządzony patyk
- taśme izolacyjną lub inną taśme porządnie klejącą i w miarę elastyczną (na zdjęciu zamiast niej leży Super Glue bo na tym etapie jeszcze jej szukałam i modyfikowałam moja koncepcję wykonania wędki - przepraszam!)
- słomkę plastikową (lub inny kawałek plastikowego "patyczka")
- szpulke po niciach (lub wydrążony w środku korek od wina albo inny kawałek tworzywa w kształcie rolki)
- spinacz biurowy
- kawałek drutu
- kawałek sznurka
- nożyczki
- klej
- kartkę
- kredki lub flamastry

4. Kawałek zawiniętego drutu owiń wokół patyka zostawiając dłuższy kawałek (zawinięty w zaokrąglenie aby nie był niebezpieczny dla dziecka) odstający od patyka na wysokości gdzie będzie kołowrotek.

5. Odetnij kawałek słomki nacinając na jednym końcu (celem łatwiejszego przymocowania do patyka) i włóż w środek szpulki. Całość nałóż na odstający drucik. Można nie używać tej słomki, jednak na samym druciku kołowrotek nie będzie gładko chodził ;-)



6. Na powyższym zdjęciu mamy juz zarys naszego prowizorycznego kołowrotka. Następnie część drutu i rozcapierzoną słomkę za pomocą taśmy izolacyjnej (lub innej taśmy albo po prostu kawałka materiału podklejonego na końcach mocno) przymocowujemy do naszej wędki. Do szpulki doczepiamy (w taki sposób jak nam wygodnie) kawałek drutu, który będzie tą jakby "rączką" kołowrotka, a w więc musi być przyczepiony tylko do szpulki. Dla bezpieczeństwa i wygody owinęłam również taśmą izolacyjną. Do szpulki za pomocą taśmy izolacyjnej przykleiłam jeden koniec żyłki (= sznurka). Na tym etapie kołowrotek mamy gotowy :-)


7. W tak zwanym międzyczasie rysujemy na kartce kształty różnych ryb, wycinamy.



8. Wręczamy zachwyconemu potomstwu do pokolorowania wedle uznania (można też obkleić folią aluminiową czy pociętymi na kształt łusek opakowaniami po czipsach itp!).


Jeśli potomstwo nie wyraża chęci i zaangażowania w ubarwianie rybek - robimy to sami ;-)

Do rybek doklejamy "haczyki" ja po prostu dokleiłam z pasków papieru, ale może to być drucik czy cokolwiek innego ;-)

9. Nieco nad kołowrotkiem robimy pętelkę z drutu (przymocowując taśma izolacyjną i przewlekając przez nią sznurko-żyłkę). Na samym końcu sznurka przywiązujemy spinacz biurowy wygięty jak haczyk :-) Nad haczykiem warto umieścić kolorową kulkę z plasteliny jako ciężarek - będzie wygodniej korzystać z wędki.


10. Na czubku wędki robimy kolejną "przelotkę" przeciągając przez nią naszą "żyłkę wędkarską" ;-)


11. Nasza wędka z kołowrotkiem jest gotowa. I działa :-)



Sprawdzenie kołowrotka w małych szczęśliwych rączkach :-) Działa jak najbardziej! Kręci się, dzięki wykorzystaniu słomki równo, nawija żyłkę, można wyruszać na ryby :-) Na podłodze układamy "jezioro" lub "rzekę" z czegoś niebieskiego (kawałek materiału, kocyk, folia czy choćby pomalowane na niebiesko kartki), na wodzie układamy nasze rybki i zaczynamy łowić :-)



Haczyki też działają! Pierwsza rybka złapana, mamy branie ;-) Haczyk w okolicy pyszczka rybki - jak naprawdę ;-)


Złowiona rybka wędruje do wiaderka :-) Potem będzie pyszny obiad ;-)


Wędka z kołowrotkiem działa, ale zwykłe łowienie ryb to też nie jest atrakcja na długo... Co wiec robić z tą wędką? Łowimy na czas. Łowimy w określonej kolejności, np. według wielkości czy kolorów. Łowimy na zmianę: raz dziecko raz mama ;-) Ćwiczymy zręczność i koordynację kompletnie nie dotykając ryby nawet przy zdejmowaniu jej z haczyka. Jeśli mamy potomstwo w liczbie mnogiej - tym lepiej! Wędki wykonujemy dwie i dopiero będzie rywalizacja ;-) Łowimy na wyścigi. Na rybkach można napisać cyferki i rzucać kostką  - łowimy rybkę z takim numerkiem jaki wyrzucimy kostką. Oprócz rybek można zrobić z papieru np. stary but i zasady podobne do Czarnego Piotrusia - kto złowi but ten przegrywa ;-) Ryby zamiast "w wodzie" można umieścić właśnie w wiaderku, warstwami i również zasady podobne do Czarnego Piotrusia. Pomysłów jest mnóstwo :-)
Nie wiem jakie okrzyki czy powiedzonka mają wędkarze, bo bym zakrzyknęła na koniec zagrzewając Was do zabawy ;-) W każdym razie - wędki w dłoń!

Tęczowa jesień w domu

Jestem Mamą. I Mamowanie to moje ulubione i wymarzone zajęcie i tylko żałuję, że wciąż odczuwam niedoczas dla możliwości realizowania się w tej mojej pasji ;-) Jedną z zalet Mamowania jest fakt, że bezkarnie mogę bawić się jak dziecko (z moim dzieckiem), porzucać wszelkie zasady, reguły, szablony i pozy i szczerze cieszyć się, wygłupiać i śmiać do woli - a im bardziej szczera to radość tym zdrowsze to dla mnie (przecież śmiech to zdrowie!) i dla emocjonalnego rozwoju dziecka!

Dlatego też z dziką rozkoszą staram się wymyślać jak najciekawsze zabawy, a jak czasami brakuje weny i kreatywności - pomocą służy Internet, który jest wprost kopalnią niesamowitych pomysłów! Ponieważ zaczerpnęłam ich z sieci mnóstwo, na tym blogu zaierzam też dorzucić kilka swoich ;-) albo tych zapożyczonych od kogoś i zrealizowanych przeze mnie i Synka.
Tym razem spędzając kolejny chorowity weekend w czterech ścianach musiałam zrobić coś, aby szaro-bura jesień rozbłysła dla nas wszystkimi kolorami tęczy. Pomysł ściągnęłam od zaprzyjaźnionej blogującej mamy i zafascynowana jego prostotą, niewymagającym budżetem a za to nieograniczonymi możliwościami kreatywności wykorzystałam. Zabawa trwała cały weekend i jeszcze nie mamy dosyć ;-)
Zabawa dla dzieci w każdym chyba wieku (ale na tyle rozumnych żeby nie brały do paszczy czego nie wolno lub pod ścisłym nadzorem osoby dorosłej!).
Zabawa rewelacyjnie stymuluje zmysły dotyku i wzorku oraz rozwija kreatywność.
Wymaga niewielkiego budżetu i może być przeprowadzona niemal w każdych warunkach.
 
1. Zaopatrujemy się (w dobrej kwiaciarni lub za pośrednictwem znanej platformy aukcyjnej) w tzw. hydrożelowe podłoże do kwiatów (ilość i kolory dowolne, ja w naszej zabawie wykorzystałam 9 podwójnych torebeczek po 1zł/szt.).
2. Kilka godzin (minimum 4) wcześniej zalewamy je zgodnie z instrukcja wodą, najlepiej w przezroczystych naczyniach i odstawiamy do wyrośnięcia - ten etap to także świetny moment aby "ćwiczyć" cierpliwość dziecka, pokazywać mu zachodzące zmiany, rozwijać słownictwo. Po tych kilku godzinach mamy taki efekt:
3. Bawimy się kulkami :-) Nie ogranicza nas tu nic poza własną wyobraźnią i powierzchnią jaką na zabawę kulkami zgadzają się przeznaczyć Rodzice (uwaga! zbyt mocno namoczone kulki łatwo pękają i trzeba je ręcznie zbierać, wycierać!). My zaczęliśmy od wymieszania wszystkich kulek razem w wielkim pojemniku - doznania dotykowe wspaniałe!
 
4. Następnie kulki można: segregować, przebierać, wybierać, przesypywać, u nas między innymi "udawały" jedzenie i picie w zabawkowym zestawie kuchennym a także były ziemią z budowy, którą woziła zabawkowa cieżarówka, były też piłkami, za pomocą których ludziki grały w piłkę nożną na mini-boisku, pomogły mi też pokazać Synkowi zasady gry w "kulki", w którą grałam w dzieciństwie, można z nich też układać w przezroczystych naczycniach (polecam duże słoiki) układac kolorowe oryginalne kompozycje, a potem w nie wsadzać kwiatki :-) Na miłe zakończenie weekendu wszystkie kulki zlądowały w wannie, tym samym fundując dziecku "tęczową kąpiel" :-) I w wannie też były wożone łódkami, łowione jak ryby i układane na dnie jako rafa koralowa ;-)
5. Po skończonej zabawie kreatywna mama może wykorzystać "używane" kulki do posadzenia kwiatków i ożywienia swojego domowego ogródka :-)

Podsumowując polecamy zabawę kulkową i "tęczowanie jesieni" wszystkim Małym i Dużym :-)